Z lekkim przymrużeniem oka

codzienność

lemoniada, kompot, czyli jak to poszłam po rozum do głowy...

 

Ostatnio przepraszam się z lemoniadą – ale nie tą ze sklepu, tylko domową, robioną przez siebie. Bo w tym sklepowym czymś zwanym „lemoniada”, jest…no właśnie nawet czytając etykietkę trudno mnie, laikowi, zrozumieć co tam jest. A w domowej? Woda, cytryna i parę liści mięty…smak nie do podrobienia!
Przepraszam się też z kompotami. W czasach mojego beztroskiego dzieciństwa, przez całe lato, co rano musiałam zrywać owoce na kompot – wiśnie, czereśnie, agrest, porzeczki, rabarbar, truskawki i co tam jeszcze było. A potem…potem kompot to był, że się tak wyrażę – „obciach”, lepsze były napoje ze sklepu. Teraz chyba wracam po rozum do głowy – kompot truskawkowo- czereśniowy już się chłodzi, aby ugasić  pragnienie w te upalne dni. Pomijając fakt, że wiem, co w nim jest – on naprawdę cudownie smakuje!
Jak tam u Was? Lubicie kompoty?  

https://lh5.googleusercontent.com/-1BKXiLFN66Y/U5gqG-tRfNI/AAAAAAAABwI/eW2xXZobBlk/s400/red_cocktail_glasses_204140.jpg